Wróciłam do domu od razu ruszając do pokoju. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w niebieski zeszyt, pobłyskujący gdzie nie gdzie brokatem. Na środku widniał czarny napis "Wrażanie swoich uczuć i myśli nie zawsze jest dobrze odbierane przez świat". Musiałam być mądrą dziewięciolatką, skoro rozumiałam takie słowa. Otworzyłam mój "pamiętnik", który wydobył z siebie piękną woń róż. Tak, nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Moje przemyślenia, piękne i okropne momenty oraz marzenia, niektóre siedmiolatki jeszcze nie umiały dobrze pisać, a ja miałam lepiej poukładane w głowie niż dzisiejsze nastolatki. Zawsze uważałam, że jestem trochę ponad normę moich rówieśników, ale nie że aż tak. W pamiętniku były opisane chwile, których nigdy bym nie chciała zapomnieć. Koniec mojej twórczości w niebieskim zeszycie powoli zbliżał się do końca. Ostatnia strona nie była już pisana przeze mnie, co pobudziło moją ciekawość i lekko zezłościło. Na stronie znajdowała się przyklejona koperta. Ostrożnie otworzyłam i wyjęłam karteczkę z niej.
Droga Laylo,
Nie wiedziałem, że w dzieciństwie aż tryskało od ciebie inteligencją. Jako głupek zawsze uważałem Cię za niedojdę, którą wszyscy się zachwycali, bo była młodsza. Teraz kiedy wszystko sobie przemyślałem po części żałuję tego i pragnę ciebie zobaczyć. To dziwne, że na początku Cię nienawidziłem, a teraz... sam nie wiem co czuję. Na pewno tęsknię za tobą. Jedyne co chcę Ci powiedzieć to to, że Cię przepraszam. Przepraszam za to, że nie dawałem Ci spokoju w dzieciństwie, że poniżałem Cię i traktowałem jak głupiego dzieciaka prawie Cię nie znając. Wiem, że teraz możesz czuć się trochę wściekła, bo przeczytałem twój pamiętnik, ale ja go nie uznam za głupotę i przyznam, że w tamtym czasie mogłem brać z Ciebie przykład. Może nigdy nie odczytasz tego listu i nie spotkasz mnie ponownie, ale ja nie tracę nadziei.
Twój Austin.
P.S. Zajrzyj do środka koperty mam tam dla Ciebie niespodziankę o której, jak sądzę marzyłaś.
Odłożyłam list na biurko i nie tracąc czasu zajrzałam do koperty. Wyjęłam zdjęcie pięknej blondynki z podpisem w dolnym rogu "Dla ukochanej mojego Austina, Taylor Swift xoxo". Po przeczytaniu odłączyłam się od świata nic do mnie nie dochodziło byłam jak na haju. Położyłam delikatnie zdjęcie bojąc się go zniszczyć, nawet powietrzem. Stanęłam wyprostowana powoli oddychając, po chwili krzycząc i skacząc po całym pokoju. Wbiegł tata prawie wywarzając drzwi.
- Layla, co się stało?! Nic ci nie jest?! - ta ich nadopiekuńczość. Nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku oprócz śmiechu wskazałam na biurko. Wyobrażam sobie, że wyglądałam wtedy jakbym wyszła z psychiatryka. Tata ostrożnie podszedł do biurka widząc zdjęcie. Na szczęście przykrywało ono list. Zaśmiała się swym ochrypłym głosem. - Myślałem, że ci już przeszło z Taylor, bo jak będzie tak dalej to wylądujesz w psychiatryku.
- Tato, mi Taylor nigdy nie przejdzie, rozumiesz NIGDY? - podeszłam do niego patrząc mu prosto w oczy. Jeśli wcześniej wyglądałam, jak z psychiatryka to co dopiero teraz.
- Zaczynam się ciebie bać, Lay. Masz bardzo dziwny wzrok, na pewno nic ci nie jest? - dla żartu przyłożył dłoń do mojego czoła sprawdzając temperaturą. Odepchnęłam go, co nawet nie podziałało na jego umięśnioną posturę. Złapała mnie w talli i przerzucił sobie przez ramię, jak to robił kiedy byłam mała.
- Jesteś cięższa niż mi się wydawało. - zaśmiał się udając, że traci siły pod moim ciężarem. Uderzałam go pięściami w plecy.
- Tato, puść mnie!!! - ignorował moje rozkazy głośnym śmiechem. Zaczął iść do kuchni.
- Oddam cię mamie, bo jesteś niegrzeczna. - nadal dawał mi kazania jak małemu dziecku.
- Boże, Rayn zostaw ją. - nareszcie ktoś jest po mojej stronie.
- A proszę cię bardzo, może ty ujarzmisz tego psychola. - odstawił mnie na ziemię. Oddałam mu pięścią w pierś co nawet jak podejrzewam nie poczuł.
- Psychola? - mama po patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Dostała ataku po autografie Taylor. - zaśmiał się.
- Masz autograf Tay! Pokaż mi! - widać, że mam zwolennika.
- O nie, Isabella ty też! - po patrzył na nią z zirytowaniem.
- Ale patrzcie jaki podpis. - do kuchni weszła Christina ze zdjęciem w ręku.
- Oddawaj! - próbowałam zabrać autograf z jej ręki, lecz zdążył go oddać mamie. Blondynka przeczytała na głos treść oczywiście nie obyło się bez komentarza.
- Nie wiedziałam, Lay że Austin czuje do ciebie mięte przez rumianek. - co?! Jaka mięta przez rumianek?!
- Nie oddam cię mu! Będziesz zamknięta w wysokiej wierzy! - zażartował tata udając "króla".
- Już lepszy Austin niż ten cały David. - wtrąciła Chrisi. Po raz pierwszy w życiu widziałam w jej oczach troskę i to jeszcze skierowaną w moją osobę.
- Christina ma rację. - przyznała mama. Tata tylko przytaknął zgadzając się z nimi. Wywróciłam oczami na ich komentarze. Wyrwałam autograf z ręki mamy i poszłam do pokoju. Schowałam zdjęcie i list z zeszytem do szuflady i opadałam na łóżko. Pogrążyłam się w myślach. Co miał na myśli Austin? Sam nie wie co czuje? A co ma czuć? I czemu zostałam nazwana ukochaną Austina? Super, jeden dzień i już mam niesamowity mętlik w głowie. Jedyne co mogłam zrobić to trochę ochłonąć. Zbliżała się powoli 19.00, więc czemu nie wziąć prysznic, to jedyne mnie póki co zaspokoi. Wyjęłam bieliznę i piżamę i bez zastanowienia ruszyłam do łazienki. Kąpiel zajęła mi jakieś 30 minut, ale i tak to za bardzo nie pomogło. Opadłam na łóżko czując brak siły przez dzisiejsze wydarzenia. Już prawie zamykałam oczy, kiedy usłyszałam delikatne pukanie.
- Proszę. - powiedziała lekko zachrypniętym głosem. Do pokoju weszłam mama.
- Kochanie, nie chcesz zjeść kolacji? - usiadała na łóżku.
- Nie, nie jestem głodna.
- Na pewno? Nic się nie stało? - pogłaskała mnie kciukiem po skroni.
- Nie, po prostu jestem zmęczona i jutro muszę wcześnie wstać do szkoły. - posłałam jej łagodny uśmiech.
- Dobrze, ale jakbyś coś chciała pamiętaj możesz pójść do mnie, do taty, nawet do Christiny. - popatrzyła na mnie z troską.
- Okay.
- Dobranoc, kochanie. - pocałowała mnie w policzek.
- Dobranoc, mamo. - powiedziałam, kiedy już wyłączała światło. Zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy. Jedyne czego chciałam to spokoju, po prostu spokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz