wtorek, 6 sierpnia 2013

Come back

Nareszcie w domu. Wszystko bez zmian. Pokój tak jak dawniej pomalowany na niebiesko, łóżko z białą ramą w rogu, biurko obok regału na książki i ona. Drabina na poddasze, w którym spędzałam każdą wolną chwilę. Zbliżyłam się do niej przyglądając się każdemu szczegółowi. Nie zmieniła się. Ostrożnie położyłam nogę na pierwszym szczeblu, by po chwili znaleźć się w niewielkim pomieszczeniu z małym okienkiem. Tu też się nic nie zmieniło. Beżowa kanapa obok drewnianej szafy z ubraniami na zimę. Gdzieniegdzie kusz i pajęczyna.
- Layla! Chodź po pudła! - usłyszałam głos mamy za drzwiami pokojowymi. Zbiegłam na dół i ruszyłam do salonu. Mama stała przy komodzie i wyjmowała drobiazgi układając na półkach, tata rozmawiał przez telefon, Christina zabierała swoje pudła. Podeszłam do pięciu pudeł z napisem "Layla". Podniosłam jedno prawie wywalając się na podłogę z powodu ciężaru.
- Ciota. - zaśmiała się blondynka. Wystawiłam jej język i zaniosłam pudło do pokoju. Po przeniesieniu wszystkich pudeł byłam już spocona, a jest dopiero 1.00 p.m. Co prawda tu jest o wiele cieplej niż w Londynie. Układałam ciuchy po kolei, gdy mama weszła bez zapowiedzi do pokoju.
- Puka się. - nie odwróciłam wzroku od pudła przepełnionego ubraniami.
- Aha, czyli jak jest się już nastolatkiem to można pyskować do rodziców? - nabijała się z mojego zachowania. Wywróciłam oczami na jej komentarz.
- O co chodzi, mamusi? - spytałam się słodko do niej uśmiechając.
- Przestań, bo zaraz zwymiotuję z tej słodyczy. - włożyła wyzywając palec do buzi. Śmiałyśmy się z własnej głupoty. - Dobra, nie po to tu przyszłam. Skoro wróciliśmy do Teksasu to może masz ochotę odwiedzić Gabrielę? - spojrzała na mnie nie pewnie. Zaczęłam skakać i piszczeć.
- Naprawdę, mamo? Mogę? - podeszła do niej.
- Tak, ale jak wrócisz to kończysz rozpakowywać się. - uśmiechnęła się, zawsze musiała wrzucić swoje trzy grosze. Przytuliłam ją z całej siły. - Dobra, idź już, bo zaraz mnie udusisz. - udawała że traci powietrza. Uwolniłam ją i wybiegłam z domu. Dobrze pamiętałam gdzie moja przyjaciółka mieszka o ile się nie przeprowadziła. Przebiegłam dwie przecznice i stanęłam przed czerwonymi drzwiami frontowymi i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła mi pani Homles, prawie oczy wyleciały z jej orbit.
- Layla. - szepnęła, wyglądała jak by zobaczyła ducha.
- Tak, Layla. - uśmiechnęłam się do brunetki. Uścisnęła mnie mocno. Zawsze traktowała mnie jak swoją drugą córkę, może dlatego że się przyjaźniła z moim rodzicami.
- Gabi, jest u siebie w pokoju. - wpuściła mnie do środka. Drzwi do pokoju dziewczyny były otwarte, a sama brązowooka wpatrywała się ekran komputera. Podeszłam do niej na palcach i delikatnie zakryłam jej oczy. Momentalnie się odwróciła i znieruchomiała.
- Cześć, Gabi. - pomachałam jej przed twarzą. Czerwonowłosa zaczęła piszczeć, że sąsiedzi mogą nie długo zadzwonić po policję. Rzuciła się na mnie. Obie upadłyśmy na podłogę, a dziewczyna nie wypuszczała mnie uścisku.
- Nie wiesz ile na ciebie czekałam! Ile rzeczy mam ci do powiedzenia, do pokazania! Jak ja bardzo tęskniłam. - po jej policzku spływała pojedyncza łza.
- Oj, Gabi nie płacz proszę. - wytarłam jej łzę kciukiem.
- Boże, to naprawdę ty, czy to sen? - uśmiech nie znikał z jej twarzy.
- Tak, to prawdziwa ja. - zaśmiałam się. - Możesz sprawdzić. - wyciągnęłam przed nią rękę. Zaczęła jej dotykać, potem policzków, nosa, oczu i włosów.
- Och, to naprawdę ty! - uścisnęła mnie. - Bardzo się zmieniłaś jesteś taka... dojrzała i... kobieca. - patrzyła na mnie jak zaczarowana. Ja zaśmiała się z jej głupoty.
- Ale u ciebie w głowie nic się nie zmieniło. Nadal moja słodka, głupiutka Gabi. - puknęłam ją w głowę. - Też trzeba przyznać, że się zmieniłaś. Nie wyglądasz już jak ta słodka, piegowata dziewięciolatka z brązowymi włoskami, teraz jesteś kobietą z czerwonymi włosami, ale nadal masz ten słodki uśmiech. - uszczypnęłam ją w policzek.
- Musisz u mnie nocować, jak za dawnych czasów. - złapał mnie za ręce.
- Chciałabym, ale nie mogę muszę się jeszcze rozpakować. - spojrzałam na nią przepraszająco. Jednak uśmiech nadal nie znikał z jej twarzy.
- To ja u ciebie przenocuję. - pobiegła do szafy i wyjęła torbę.
- A co na to twoja mama? - spytałam, dobrze pamiętając że jej mama nie jest taka ustępliwa.
- Na pewno się zgodzi, przecież nie widziałyśmy się od siedmiu lat. - pakowała piżamę, świeżą bieliznę i ciuchy na jutro.
- Dobra, to chodźmy. - podałam jej rękę. Złapał i pociągnęła mnie w stronę salonu gdzie znajdowała się jej mama.
- Mamo, mogęnocowaćulayly, proszę. - spojrzała na nią błagalnie.
- Nie wiem, Gabi. Layla dopiero co przyjechała musi się jeszcze rozpakować...
- Proszę, proszę, proszę! - zaczęła błagać z miną smutnego szczeniaczka.
- Dobrze, ale masz nie sprawiać kłopotu i powiedzieć Isabelli by do mnie zadzwoniła. - westchnęła.
- Dziękuję. - uścisnęła ją i pociągnęła mnie do wyjścia.
- Do widzenia, pani Homles. - krzyknęła zanim zostałam wyciągnięta. Usłyszałam ciche do widzenia po zamknięciu drzwi. Całą drogę dziewczyna biegła jak wariat, ja nie mogłam za nią nadążyć.
- Dzień dobry, ciociu. - gdy weszłam Gabi tuliła się do mojej mamy. Zdyszana oparłam się ręką o framugę w drzwiach próbując złapać powietrze. - Mogę dzisiaj nocować u Layly? - popatrzyła na nią błagalnie.
- Gabi, przecież wiesz że u nas jesteś zawsze mile widziana. - mama uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Dziękuję, a tak mama prosiła by ciocia do niej zadzwoniła. - wyciągnęła mnie z framugi i zaprowadziła do pokoju. Rzuciłam się na łóżko, a zaraz potem torba brązowookiej znalazła się na moich plecach.
- Opowiadaj jak było w Londynie. - usiadła po turecku obok łóżka. Mówiłam że zajmowałam się babcią, poznałam dwie dziewczyny które by na pewno polubiła i że mam chłopaka.
- Co?! Czy panna Layla Vega ma prawdziwego z krwi i kości chłopaka?! - ona zawsze musi wyolbrzymiać.
- Tak, Davida. - pokazałam jej zdjęcie jego, które trzymam w portfelu.
- Aw, jak słodko trzymacie swoje zdjęcia w portfelach. - zagruchała. - Ale jak wy będziecie razem skoro on mieszka na innym  kontynencie? - spytała trochę zakłopotana moją sytuacją.
- On jest już pełnoletni, więc będzie mógł tu przylatywać. Na razie mamy kontakt przez Skype i telefon. - uśmiechnęłam się mając nadzieję, że ten związek przetrwa.
- A co na to twoi rodzice? - zapytała jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.
- Cóż... mama go zbytnio nie lubi, uważa że z nim wiążą się kłopoty, a dla taty jest on obojętny.
- A...  Christina? - bała się poruszać tematu mojej siostry pamiętając moje relacje z nią, które... i tak się nie zmieniły.
- Po raz pierwszy ma takie samo zdanie jak mama i tylko pod tym względem się o mnie troszczy. - wzruszyłam ramionami, ten temat jest dla mnie obojętny.
- Czyli nic się nie zmieniło pomiędzy wami przez te siedem lat? - zapytała z nutką smutku. Tak to dziwne, ale Gabriela nigdy nie lubiła moich kłótni z siostrą. Christina była zawsze dla niej miła, ale mnie i tak traktowała jak wyrzutka.
- Nie, nic się nie zmieniło. - westchnęłam. - Dobra, teraz opowiedz co się tu działo? - buzia się jej nie zamykała. Mówiła jak bardzo za mną tęskniła, że do szkoły przyszła grupka pustych dziewczyn które niby rządzą tą szkołą. - Wróciłam ja to już nie będzie takiego rządzenia się. - zaśmiałam się. Dawniej byłam najbardziej lubianą dziewczyną w szkole, teraz nic mi nie przeszkodzi by odzyskać ten tytuł.
- To wszystko? Naprawdę nic się już nie działo? - spytałam zaszokowana taką małą ilością informacji.
- Yyy... pamiętasz Austina? - nerwowo podrapała się z karkiem.
- Tak, a co z nim? - zaciekawiłam się tematem o nim. Co prawda w dzieciństwie się nienawidziliśmy, ale jak dorastasz to dużo rzeczy się zmienia.
- On zaczął wstawiać filmiki na youtube jak śpiewa. Trzeba przyznać, że umie śpiewać. W tym wszystkim pomagał mu Alex. - popatrzyła na mnie czy pamiętam Alexa. Uśmiechnęłam się.
- Jakbym mogła zapomnieć Alexa? - bardzo dobrze pamiętam moją przyjaźń z Alexem, którą Austin chciał zawsze zakończyć.
- I potem Austin został "odkryty". Nagrał kilka piosenek, pracuje nad albumem, a aktualnie jest supportem na trasie Taylor Swift. - znieruchomiałam. Kto by pomyślał, że mój dawny wróg stanie się taką gwiazdą. Pryszczaty chłopak z aparatem i zawsze nie ułożonymi włosami, mój sąsiad będzie sławnym piosenkarzem. Przed oczami przeleciały mi tamte czas kiedy nasi rodzice się przyjaźnili przez co musiałam często do niego iść albo on do mnie. Nie pamiętam nawet dla czego się nienawidziliśmy.
- Halo ziemia do Layly. - czerwonowłosa pomachała ręką przed moją twarzą wyrywając mnie z zamyśleń.
- On nadal mieszka obok mnie? - otrząsnęłam się.
- Tak, ale dopiero jutro wraca z trasy. - przytaknęłam w zrozumieniu. Do pokoju weszłam mama.
- Z pięć minut obiad, więc przygotujcie stół. - poinformowała nas. Ruszyłyśmy w stronę jadalni z dużym drewnianym stołem. Rozłożyłyśmy talerze, sztućce, szklanki i picie. Po chwili wszyscy już siedzieliśmy przy stole jedząc spaghetti.
- Chce ktoś coś do picia? - wstała mama trzymając w ręku dzbanek z wodą. Wszyscy przytaknęli na co mama rozlała po szklance. - Chrisi, przynajmniej nie rób tego przy obiedzie. - upomniała ją mama. Blondynka przewróciła oczami i schowała telefon do kieszeni. Podczas obiadu rodzice wypytywali się co u Gabi i jej rodziców. Dziewczynie zawsze było przyjemnie rozmawiać z moimi rodzicami, co skończyło się na tym że moja mama zamierza iść jutro z panią Homles na zakupy. Moi rodzice zawsze pomagali Gabrieli i jej mamie z powodu straty ojca czerwonowłosej. Kiedy miała siedem lat jej tata miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu. Jej mama była załamana, a sama brązowooka za bardzo nie rozumiała co się dzieje była jeszcze za mała.
- Christina, ty ze mną sprzątasz po obiedzie, bo dziewczyny rozkładały. - nakazała. Dziewczyna jęknęła zirytowana i zaczęła sprzątać talerze. Wróciłyśmy do pokoju.
- Jak myślisz przyjść do niego jutro? - patrzyłam na okno z którego było widać jego dom.
- Jasne, przecież po tylu latach chyba nie jesteś na niego obrażona. - popatrzyła na mnie z nadzieją. W dzieciństwie uważała Austina za najładniejszego chłopaka w mieście.
- Nawet już nie pamiętam za co się na niego obrażałam. - zaśmiałam się.
- Kiedyś ubrudził twoją ulubioną sukienkę kredą, a ty wylałaś na jego głowę sok porzeczkowy. - zaczęła się śmiać. - Jacy wy wtedy byliście głupi. - nie mogła opanować śmiechu.
- Ej, byliśmy dziećmi. - uderzyłam ją w łokieć. Dziewczyna zwiła się z bólu. - Gabi co się stało? - przeraziłam się.
- Nic, chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję. - śmiała się, na co zaczęłam ją gilgotać. - Przestań! - broniła się. - Proszę Layla! - chichotała jak głupia. Przestałam, czerwonowłosa usiadła po turecku. - Gabi co się stało? - udawała moją miną. Wyciągnęłam ręce, żeby ją zaatakować, ale złapał je. - Dobra, spokój.
- Skoro masz już szesnaście lat to czemu się nie wzięłaś za Austina? Przecież zawsze ci się podobał? - zmieniłam temat. Dziewczyna odwróciła głowę w zakłopotaniu.
- To znaczy... - zaczęła. - On mi się podobał, ale teraz to tylko przyjaciel. Zresztą każda laska na niego w szkole leci. - wywróciła oczami na wszystkie dziewczyny w szkole. Resztę nocy spędziłyśmy na oglądaniu jakiś komedii romantycznych jedząc przy tym popcorn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz