piątek, 3 stycznia 2014

Aww, sweetheart

Przebrnęłam przez to wszystko w 15 minut, jeszcze tylko się wyszykować. Jak ja mam zdążyć w pół godziny wyglądać na bóstwo?! Chwila... czemu ja ma się tak szczególnie stroić, przecież to tylko kolega z dawnych czasów, prawda? A jak on nie potraktuje tego tak poważnie jak ja? Jeśli to tak naprawdę nie jest randka? Nie, to na pewno nie jest randka, przecież ja mam chłopaka...taa chłopaka, jeśli można tak nazwać David'a. Nie widzieliśmy się od miesiąca, bo to on pierwszy wyjechał z Londynu, a potem ja tu wróciłam. Zresztą po co ja z nim jestem, a raczej byłam. Gdybym miała wymieniać jego wady i zalety to ta zła strona zajęła by co najmniej cały zeszyt. Nie odzywa się, nawet przed wyjazdem mi nic nie powiedział, czy to koniec czy nie. Ja uznałam za nie koniec i raczej się pomyliłam skoro się nie odzywa. Po raz pierwszy przyznam, że moja siostra miała racje co do niego to zwykła świnia i tyle. Nieraz mnie wystawił, a ja... na początku czułam LEKKIE zauroczenie, a potem to jakoś byliśmy żeby nie było nudno? Nie wiem jakoś tak to odczuwałam i on najwyraźniej też jak teraz widzę. Achh, koniec użalania się czas się przygotować na.... niech już będzie randkę. Może sukienka, może spodnie? Nie oszukujmy się... nienawidzę sukienek. Wybrałam wystarczająco obcisłe spodnie Tak Layla, teraz to na serio będziesz seksi. Bordową koszulkę z rękawami trzy czwarte wkasałam w spodnie i założyłam czarne balerinki. Klasyczne, wygodne i ładne. Rozpuściłam włosy, które same z siebie ładnie się ułożyły.
- Czy to jakiś dar od Boga? - powiedziałam sama do siebie i złożyłam ręce do modlitwy. Do pokoju wparowała siostra, która jak tylko mnie zobaczyła "modlącą się" zaśmiała się.
- Nie teraz czas na modlitwy, Austin na ciebie czeka przed domem. - uśmiechnęła się.
- Okay, jak wyglądam?
- Dosyć znośnie.- zaśmiała się złośliwie. Wystawiłam jej język i wyszłam. Austin siedział na schodach przed wejściem ze słuchawkami w uszach i zapatrzony w telefon. Zamknęłam bez dźwięcznie drzwi, podeszłam do niego na palcach i zakryłam mu oczy dłońmi. Od razu schował telefon i zdjął słuchawki. Złapał mnie za ręce i lekko pociągnął do przodu, a sam odchylił głowę do tyłu. Piękny uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Cześć bella. - powiedział tak uwodzicielsko że aż... ahhhhh.
- Hej. To gdzie mnie zabierasz? - uniosłam jedną brew.
- A to już niespodzianka. - znowu ten uwodzicielski głos.
- Zatem prowadź. - kiwnęłam głową. Co? Prowadź? Layla na nic lepszego cię nie stać? Głupia, głupia. Chłopak się zaśmiał. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Jak tylko poczułam, że jego dłoń trzyma moją strzeliłam buraka. Tak, wyobraźcie sobie jak właśnie biję się w środku mojej głowy. Brunet odwrócił się w moją stronę na co od razu spuściłam głowę zasłaniając twarz włosami. 

- Oj, nie chowaj tej pięknej buźki, rumieniec dodaje ci jeszcze więcej uroku. - podciągnął mój podbródek w górę. Gdy podniosłam głowę i ujrzałam jego piękny uśmiech. Czy on przypadkiem cały czas się uśmiecha? Nie, to nic złego, mogłabym patrzeć na ten uśmiech całe życie, ale jak się cały czas uśmiech to nie powinien iść do psychiatry?
- Nie powinieneś iść do psychiatry? - tak, ja Layla Idiotka Vega wypowiedziałam te słowa na głos, teraz możecie mnie ubiczować za publiczne upokorzenie.
- Co? - zaśmiał się.
- Sorry, nie powinnam tego mówić...
- Ale czemu tak uważasz? - przerwał mi.
- Co uważam? - tak udawaj idiotko, że nie wiesz co powiedziałaś.
- Że powinienem iść do psychiatry?
- Bo... bo... to głupie. - zrezygnowałam. Po patrzyła na mnie z miną "Nie o taką odpowiedź mi chodziło, mów" czy coś w tym stylu. Wywróciłam oczami i w końcu wyjaśniłam. - Bo uśmiechasz się cały czas jak jakiś świr. - na odpowiedź powinnam usłyszeć głośny rechot, a zamiast tego usłyszałam coś innego bardzo blisko mojego ucha.
- Wiesz... ty jesteś moim powodem do uśmiechu. - szepnął mi do ucha i odchylił głowę. Znowu fala czerwieni przeszła przez moje policzki. Byliśmy w ciszy, ale takiej przyjemnej ciszy, która musi skończyć.
- Chodź, bo nie mamy za dużo czasu, a mam ci do pokazania. - pociągnął mnie za sobą. Tak, cały czas trzymał moją rękę.
- To może mi od razu powiesz co chcesz mi pokazać? - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiałam.
- Nie, musisz być cierpliwa.
- Jesteś strasznie uparty. - zrobiłam miną niezadowolonego dziecka. Austin zaczął się śmiać.
- Wiem, że chciałaś wyglądać jak niezadowolony dzieciak, ale bardziej ci to wyszło na naburmuszonego kurczaka. -zaczął się głośniej śmiać. Pokręciłam głowę i pociągnęłam go dalej. - Ej, to ja prowadzę, bo nie wiesz gdzie mamy iść. - przyśpieszył kroku. Droga nie była zbyt długa na szczęście, zaraz znaleźliśmy się na jakiejś polanie gdzieniegdzie były duże, stare drzewa... co to za miejsce? Jakbym skądś znała, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć. Chłopka stanął przede mną i złapał lekko za łokcie.
- Dobra, teraz musisz zamknąć oczy, bo nie możesz tego widzieć. - uniósł jedną brew, z pytanie czy się zgadzam. Przytaknęłam, bo co innego mi zostaje do wyboru. Pociągnął mnie lekko do przodu, samemu zostając na tyle i zasłonił moje oczy dłońmi. Kierował mnie tak przez minutę może krócej.
- Mogę już otworzyć oczy?
- Tak. - to co ujrzałam przed sobą od razu wszystko przypomniało. Najstarsze i największe drzewo na polanie, a na nim domek. Dobrze pamiętam jak Austin był mały i zaczął go budować z Aleksem. Wtedy to były chyba 4 deski przybite gwoźdźmi, teraz to słodki, mały domek z daszkiem. Brunet sięgnął na jedną gałąź i wyciągnął drabinkę. - Panie przodem. - wskazał na drabinkę z uśmiechem. Chwyciłam za sznurki, które trzymały małe deseczki służące jako stopnie. Weszłam do środka, które było wypełnione małymi lampeczkami, ale dawały takie przytulne oświetlenie. Na środku leżał duży bordowy koc, na ścianach wysiały zdjęcia Austina z Aleksem, Austina z mamą i Austina z Taylor. Tak, wszędzie Austin. To nie były takie zdjęcia jakie ujawniają na portalach plotkarskich, raczej wygłupy i samojebki. W rogu leżały jakiś książki, obok odtwarzacz z którego leciała jakaś piosenka. Na zewnątrz domek wydała się malutki, ale w środku to całkiem co innego. Chłopak zaraz usiadł obok mnie.
- Podoba ci się?
- Bardzo. - uśmiechnęłam się nie odrywając wzroku od zdjęć. - Skąd widziałeś, że lubię takie miejsca? - spojrzałam na niego. Odwrócił głowę z zakłopotaniem i podrapała się po karku. - Ahh tak, czytałeś mój pamiętnik. Nie jestem na to za ciebie zła. Bardzo mi się spodobał twój prezent. - uśmiechnęłam się do niego.
- Tym lepiej, chodź pokażę ci coś. - położył się na kocu i wyciągnął jakąś książkę. Położyłam się obok niego i kiedy tylko otworzył książkę zrozumiałam, że to GRUBY album. Wszystkie zdjęcia, które w nim były wiele znaczyły dla Austina. Najwięcej zdjęć było z fanami, a raczej jak to Austy mówi z Mahomies. Na końcowej stronie był przyczepiony tekst piosenki "11:11".
- Pamiętam jak zacząłem ją pisać... - uśmiech pojawił się na jego ustach. - W Walentynki, wszyscy mówili o miłość i ujawniali się przed swoimi sympatiami, ale... jak wszedłem na Twittera to dużo dziewczyn pisało o tym, że są samotne i nienawidzą Walentynek. Każda marzyła o spotkaniu swojego księcia z bajki. Nie mogłem im w tym pomóc, ale napisałem właśnie tą piosenkę tak dla nich, że jednak one też są ważne i do refrenu właśnie dodałem to, żeby mówiły swoje życzenia o szczęśliwej godzinie. Wiem, że ta piosenka nie jest za bardzo znana, ale dużo dla mnie znaczy.
- Austin, to jest przepiękne co zrobiłeś dla tych dziewczyn. - uśmiechnęłam się do niego. - Nawet sobie nie wyobrażasz ile w ten sposób pomogłeś tym niedocenianym dziewczynom. - aż się wzruszyłam słowami Austina. - Wiesz kiedyś cię uważałam za głupiego dzieciaka, który nigdy nie będzie uczuciowy i będzie zmieniał dziewczyny jak skarpetki, ale po tych słowach mój pogląd definitywnie się zmienił.
- Dzięki. - zarumienił się lekko.
- Aww, ty się tak słodko rumienisz. - zaczęłam go szczypać w policzki, na co pojawił się grymas na jego twarzy i zaczął odpychać moje ręce.
- Zostaw mnie, wiesz jak bardzo tego nie lubię. - zrobił mnię obrażonego dziecka.
- Złość piękność szkodzi, a ty musisz być jakoś wyglądać. - wystawiłam mu język.
- Jakoś wyglądać?! Ty nawet nie wiesz ile dziewczyn się za mną ugania, ciesz się że taka gwiazda jak Austin Mahone cię zaprosiła. - napuszył się jak lew, ale widać było w jego oczach rozbawienie.
- Boże, z kim ja poszłam na randkę... - wywróciłam oczami.
- Ha! Czyli uważasz to za randkę. - uśmiechnął się cwaniacko. - Skoro to randka to może... - zaczął powoli przybliżać swoją twarz do mojej. Szybko ją odwrócił z pomocą mojej ręki, która zostawiła czerwony ślad po uderzeniu go w policzek. Wyszłam z domku i poszłam w stronę mojego domu, na szczęście zapamiętałam skrót do domu. Słyszałam jeszcze za sobą wołanie Austina, ale wysoka trawa mnie trochę przysłoniła. Przez całą drogę myślałam o tym jak on się zachował, jak... dupek. Zdecydowanie za szybko i na zbyt wiele sobie pozwalał. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tej "randce". W domu już uspokoiłam swoje emocje po krótkim odprężającym prysznicu. A już w ogóle o tym zapomniałam, jak po raz 1 zrobiliśmy po przeprowadzce rodzinny maraton filmowy. Zawsze je robiliśmy, kiedy tylko rodzice mieli wolne wieczory. Gdy zaczęła już dochodzić jedenasta mama wygoniła mnie do łóżka. Przeczesałam jeszcze raz włosy i opadałam na łóżko. Odblokowałam telefon i zaczęłam przeglądać wszystkie przepraszające SMS'y Austina i prośbę o spotkanie. Spotkanie by się przydało, żeby mu w końcu wyjaśnić, że nie jestem jakąś Stellą.

piątek, 27 września 2013

Do you know that bitch?

- Layla wstawaj! Za godzinę musisz być w szkole! - obudził mnie głos mamy. Pierwsza czynność, którą najchętniej robię i lubię... jedzenie śniadania. W kuchni już czekały na mnie naleśniki z syropem klonowym.
- Pa, kochanie. - spotkałam tatę w drzwiach. Usiadłam i zaczęłam jeść.
- Lay, nie mogę cię dzisiaj zawieść. Więc mama Gabi cię dzisiaj zawiezie, ok? - mama podała mi kakao.
- Dobra, nie ma problemu. - przytaknęłam z buzią pełną naleśników. - A Christina już wyszła? - sama nie wierzyłam, że zadałam to pytanie.
- Tak, ona zaczyna zajęcia wcześniej. Dobra, muszę iść. Nie zapomnij, że mama Gabi będzie na ciebie czekać przed domem. Spakuj się, ubierz i nie zapomnij umyć zębów. - popychałam mamę w stronę drzwi.
- Dam sobie radę. Cześć. - wypchnęłam ją z domu. Pomachała mi tylko i wyjechała czarnym jeep'em z parkingu. Miałam jakieś 45 minut na przygotowanie co na mnie to za mało. Posprzątałam po śniadaniu, pościeliłam łóżko, po tym już tylko z górki. Ubrałam się i odświeżyłam. Wrzuciłam  książki, słuchawki do torby, kiedy usłyszałam klakson. Wybiegłam z domu  do zielonego samochodu pani Homles.
- Dzień dobry! - wskoczyłam na tylne siedzenie.
- Dobry. - uśmiechnęła się w lusterku sprawdzając czy patrzę. Gabriella od razu się do mnie odwróciła.
- Wiesz, ile jest teraz nowych osób. Niektórzy odeszli, ale większość na pewno pamiętasz. Alex też z nami chodzi. - buzia się jej nie zamykała. Opowiadała mi o szkole całą drogę, a ja tylko kiwałam głową nie mogąc nic powiedzieć. Niestety podróż się skończyła. Samochód stanął przed wielkim szaro-pomarańczowym budynkiem, miał tylko 2 piętra. Przed drzwiami były 4 ławki na których zazwyczaj siedzieli uczniowie.
- Do widz... - Gabi wyciągnęła mnie z samochodu.
- Następnym razem jedziemy autobusem lub na piechotę. - powiedziała patrząc jak samochód jej mamy odjeżdża. Wywróciłam oczami na jej komentarz i pociągnęłam w stronę drzwi wejściowych. Jak na moje nieszczęście wpadłam na kogoś i upadła centralnie na kostkę.
- Przepraszam, nic ci nie jest? - przykucnął obok mnie chłopak. Przyjrzałam się mu wiedząc, że już skądś znam.
- Alex? - cicho zapytałam.
- My się znamy? - zachichotał nerwowo.
- Tak, to ja Layla. - popatrzył na mnie dalej nic nie kojarząc. - Layla Vega, przyjaźniliśmy się w dzieciństwie, ale musiałam wyjechać do Londynu. - uśmiechnęłam się.
- Layla! - brunet zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. - Boże, nie poznałem cię. Jesteś teraz... taka... taka... kobieca. - przeleciał po mnie wzrokiem. - Ale i tak nic nie urosłaś. - poczochrał mi włosy. W odpowiedzi uderzyłam go w ramię.
- Może lepiej wstańmy. - zobaczyłam, że cała szkoła się na nas patrzy. Chłopak zarechotał i podał mi rękę, żebym wstała. Złapałam i chyba w prędkości światła stałam na nogach. - Wow, masz siłę. - uderzyłam go ponownie w ramię. Zaśmiał się tylko lekko. Poczułam rękę na moim ramieniu zza, którego wyłoniła się czerwonowłosa.
- Cześć, Gabi. - rozpromienił się Alex. Dziewczyna tylko się nieśmiało uśmiechnęła i powiedziała ciche "Cześć". Musiałam odejść i pozbierać moje rzeczy leżące na kostce po wpadnięciu na bruneta. Kucnęłam i zaczęłam zbierać książki z powrotem wkładając je do plecaka. Wokół słyszałam szepty ludzi gapiących się na mnie "Czy to ta nowa?" "Podobno jest za Szwecji." "Niezła jest." "Ciota." Zignorowałam ich, najwyraźniej moje dorastanie wyszło na dobre, bo jeszcze nikt mnie nie poznał. Ja o dziwo wszystkich zapamiętałam, oczywiście były też nowe osoby, o których mi czerwonowłosa opowiadała. Podniosłam plecak obróciłam się w stronę przyjaciół... taa, przyjaciół, właśnie teraz nie wyglądali na przyjaciół. Patrzyli sobie prosto w oczy mówiąc o czymś, ale ich rozmowa polegała na mówieniu o jakiś bezsensownych rzeczach tylko po to aby nie zakończyć tematu i patrzeniu sobie w oczy. Już miałam nadzieję, że zaraz się pocałują, aż nagle Alex'a za rękę złapała jakaś brunetka. Przyciągnęła chłopaka do siebie i namiętnie pocałowała. Brunet nie wyglądał na zadowolonego że dziewczyna przerwała mu "rozmowę". Moja przyjaciółka zaś odwróciła głowę z niesmakiem na twarzy. Tak Layla teraz twoja kolei by tam podejść i uratować koleżankę od patrzenia na tą wymianę śliny. Podeszłam do Gabi i lekko uściskałam jej dłoń dla otuchy, dziewczyna posłała mi tylko spojrzenie dziękuję, później ci wszystko opowiem. Alex oderwał się od brunetki, będąc wdzięczny mi za to, że tam podeszłam.
- Stella, poznaj moją przyjaciółkę Lay. - wskazał dłonią na mnie. Brunetka spojrzała na mnie i wymusiła uśmiech. Podałam jej rękę na co ona tylko lekko uścisnęła i popatrzyła na mnie lekceważąco. Oj nawet nie próbuj ze mną w to pogrywać.
- Ach, tak Layla Vega, Alex dużo mi o tobie opowiadała. - ten fałszywy uśmiech nie znikał z jej twarzy.
- Za to mi ani trochę nie chciał wspominać o tobie. - posłałam jej złośliwy uśmiech. Tak, Layla 1:0 dla ciebie, aha dancing aha aha dancing. Dziewczynie zniknął uśmiech i nie widziała czym się odegrać. Nie chciałam tracić czas na blondynkę (Bez urazy dla blondynek) zamkniętą w jej ciele. - Chodź G, nie chcę się spóźnić. Pa Alex i... - przeleciałam po niej wzrokiem z obrzydzeniem. - ...nieważne. - pociągnęłam przyjaciółkę w stronę szatni. Kiedy znajdowałyśmy się w odpowiedniej odległości, aby nikt nas nie usłyszał, Gabi się pierwsza odezwała.
- OMG, czy ja właśnie byłam świadkiem jak "nowa" dziewczyna pokonała królową szkoły. - zrobiła cudzysłów palcami nad słowem nowa.
- Nie zapominaj, że ta nowa kiedyś rządziła tą budą i nadal chce to robić. - uśmiechnęłam się z dumą. - A teraz mi mów co łączy ciebie i Alex'a..
- Nas? Nie, nic... - odwróciła wzrok by nie patrzeć mi w oczy. - Owszem, podoba mi się, ale on ma dziewczynę i ja jestem tylko jego koleżanką. - choć wzrok miała opuszczony i tak widziałam smutek w jej oczach.
- Nie powiedziałabym, że jesteś dla niego tylko koleżanką, bardziej bym o to podejrzewała jego dziewczynę, oczywiście bez tej akcji z językiem. - drgnęła z obrzydzenia przypominając sobie, scenę która się odbyła kilka minut temu. Czerwonowłosa zaśmiała się z mojej reakcji. Nagle dzwonek rozbrzmiał w naszych uszach.
- Matematyka. - wywróciła oczami dziewczyna. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę sali. Przed pomieszczeniem stała dość duża gromadka ludzi i oczywiście pani brunetka z mózgiem wielkości orzeszka. Podeszła z całą zgrają jakiś dziewczyny, które chyba ja uważały za władcę Och, Boże jaki ten świat jest głupi. 

- Witam, witam. Chyba jesteś nowa, bo nie wiesz z kim wcześniej rozmawiałaś. - odezwała się jedna z "podwładnych". Zaśmiałam się z jej głupiego komentarza.
- Heh, dobrze wiem z kim gadałam. - spojrzałam na Stell'ę. - Z dziewczyną, której poziom inteligencji nie przewyższa kury.
- Nieprawda... - oburzyła się "podwładna" z maksymalną ilością podkładu na twarzy, ale i tak widać jej krosty.
- Ach, tak przepraszam biedne kury za taką urazę, ona ma jest jeszcze głupsza. - Gabi za mną próbowała powstrzymać śmiech, a ludzie dokoła nas patrzyli na tą scenę najwyraźniej rozbawieni. Lalak znów otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale jej przerwałam. - A ty co Stella, nie masz języka w gębie tylko musisz się wysługiwać jakąś dziewczyną, która nie wie co to umiar z podkładem. - brunetka już się robiła czerwona ze złość i wyglądało że zaraz wybuchnie.
- Zapraszam do sali. - ten głos uratował mnie od rozwścieczanej dziewczyny. Weszłam od sali usiadałam w obojętnej mi ławce, aby tylko nie usiąść obok Gabi. Tak, przyjaźnimy się, ale zawsze na lekcjach kazano nam siedzieć osobno, bo przeszkadzałyśmy w nauczycielowi, a teraz nie chciałam podpaść już pierwszego dnia. Usiadłam przy oknie i rozkładałam książki na ławce, gdy nagle usłyszałam basowy głos.
- Mogę z tobą usiąść? - odwróciłam się i ujrzałam wysokiego eh, z moim wzrostem to każdy jest dla mnie wysoki bruneta z kręconymi włosami. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na ten przedział wiekowy co ja. Przytaknęłam głową, na co brązowooki się uśmiechnął i usiadł obok mnie. Pani sprawdziła listę i podała pierwsze zadania na tablicy. Spisywałam działania od razu je rozwiązując.
- Wow, widzę, że jesteś dobra z matmy. - usłyszałam głos bruneta.
- Nawet, nieźle mi idzie. - nie odrywałam wzroku od tablicy.
- A tak w ogóle to jestem George, ale mówią mi GG. - posłał ten swój zniewalający uśmiech.
- Layla, mówią na mnie Lay. - żeby nie być nie miłą uśmiechnęłam się lekko do niego i właśnie teraz dostrzegłam z jakim przystojniakiem siedzę. Ogarnij się Lay masz chłopaka... który mieszka za Oceanem Spokojnym. 
- A może tak panna Layla Vega rozwiąże nam to działanie. - to było dziwne. Nauczycielka wcale nie widziała, że gadam z George tylko wybierała po liście i akurat trafiło na mnie. Może to dlatego, że nauczycielka bardzo dobrze mnie znała,, bo jeździłam z nią na olimpiady matematyczne dla młodzików. W jej głosie było widać zdziwienie jak i radość.Podniosła głowę wyszukując mnie wzrokiem. Wstałam i podeszłam do tablicy. Zadanie było łatwe, ale widząc zeszyt GG to było jedno z tych zadań, które sprawiało trudność nawet normalnym uczniom. Rozwiązałam je w czasie 1 minuty i 20 sekund, możecie sobie myśleć że jestem kujonem, ale po prostu Bóg mnie ukarał niezwykłą pamięcią. Jeśli chodziło o szkołę i naukę to spoko, bo wystarczyło, że coś raz lub 2 razy przeczytałam i miałam już zapisane w pamięci. Możecie sobie pomyśleć, że tak miałam wykute ale nie rozumowałam co akurat było bzdurą. Moi rodzice też mieli ten "dar" i ogólnie większość naszej rodziny, więc uczyli mnie zgodnie postępować, abym nie była robotem który wszystko pamięta. Dobra, koniec bezsensownej gatki.
- Panno Laylo! Tak długo czekałam, aż powróci taka uczennica jak ty. Po twoim odejściu poziom szkoły bardzo ucierpiał. - nauczycielka wyglądała jakby zaraz miała się na mnie rzucić z uściskiem i podziękować, za to że wróciłam. Zawsze byłam bardzo lubiana przez nauczyciel przez mój talent, ale nie można powiedzieć że miałam wzorowe zachowanie. Lubiłam czasem coś nabroić, bo rodzice sami mnie uczyli jak być sprytną, co akurat dało trochę wad. Uśmiechnęłam się do pani Dmitruk tak, nasza pani jest z Ukrainy i powróciłam na swoje miejsce. Dalej lekcje już szybko zeszły na wszystkich siedziałam z George, nie chcąc już poznawać nowych osób. Nareszcie szkoła się skończyła i został tylko powrócić do domu. Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę autobusu szkolnego, kiedy moją uwagę przykuł chłopak z wyróżniającą się kolorem beanie opartego o samochód. Kiedy podniósł głowę zobaczyłam, że to Austin. Najwyraźniej też mnie rozpoznał, bo zaczął się zbliżać do mnie, na jego twarzy widniał ten piękny uśmiech.
- Hej, Lay. - uścisnął mnie. - Mam nadzieję, że skorzystasz z mojej propozycji podwiezienia cię do domu.
- Nie wiem... Gabi ma sama wracać? - nie chciałam zostawić koleżanki.
- Ją też możemy podrzucić. - uśmiechnął się. Nie mogłam powiedzieć "nie" bo to jedno słowo mogło sprawić, że ten piękny uśmiech zniknie, a ja za bardzo lubiłam ten uśmiech Layla, co się z tobą dzieje ty masz chłopaka! Jak możesz myśleć o jakimś uśmiechu kolegi?! Czasami mam ochotę aby ten głos w mojej głowie się zamknął.
- Ciszę uznaję za tak, więc gdzie jest G? - tak teraz chcę zabić ten głos w mojej głowie. Zaczęłam się rozglądać za czerwonowłosą, która wybiegła ze szkoły już bliska autokaru. Złapałam ją za rękę na co się odwróciła zdziwiona.
- Gabi, chodź Austin nas podwiezie. - pociągnęłam ją w stronę samochodu. Chwila...od kiedy on ma prawo jazdy... jak, co?... a to nie jest już Anglia panno Laylo. Wsiadłam do niebieskiego samochodu. Chłopak włączył radio, jak zwykle jakaś głupia gadka pani za radio i nagle rozbrzmiało One Direction - Kiss You. Pod głosiłam na full i zaczęłam jakieś dziwne tańce w samochodzie. Austin z Gabi, patrzyli na mnie jak na wariatkę. Brunet już miał przyciszyć, gdy go trzepnęłam w rękę i popatrzyłam ze złością. Dopiero kiedy piosenka się skończyła pozwoliłam mu przyciszyć.
- Dobra, a teraz powiedz co to było? - zapytał najwyraźniej rozbawiony moim zachowanie.
- Jak to co? Nie wiesz kim są One Direction? Jak można ich nie znać?
- Wiem kim są oni, ale to co robiłaś przy ich piosence nie wyglądało na normalne. - nie mógł przestać się śmiać. Gabi go trzepnęła go w głowę.
- Nie mów tak Austin, sam nie lepiej się zachowywałeś kiedy puszczano Justin'a Bieber'a. - chłopak popatrzyła na nią jakby, zaraz miał ją zabić.
- Zamknij się. - powiedział naburmuszony.
- Aww, Austin nie mówiłeś mi że jesteś Boy Belieber'em. - zagruchałam.
- Ta, ale jak to zawsze mówił dziewczynom to go wyśmiewały i odrzucały.
- Oj, nie martw się ja lubię Bieber'a. - uśmiechnęłam się do niego.
- Dobra, Gabi wysiadasz. - zignorował naszą rozmowę. Czy to naprawdę trwało tak długo, że już jesteśmy przed domem G?
- Do zobaczenia jutro. - posłałam całusa przyjaciółce.
- Papatki. - pomachała stojąc przed drzwiami frontowymi. Dalej jechałam z Austin'em w ciszy, póki nie dojechaliśmy pod mój dom. Już wysiadałam, kiedy Austin się odezwał.
- Robisz coś dzisiaj? - spojrzał na mnie.
- Szczerze to nic ciekawego. - wzruszyłam ramionami.
- To może chcesz się gdzieś wybrać o 16:00, co?
- Yyyy... Okay. - podrapałam się w tył głowy z lekkim zakłopotaniem.
- To świetnie, przyjdę po ciebie. - uśmiechnął się.
- Dobra, pa. - cicho się pożegnałam.
- Ciao bello! - zaśmiał się. Weszłam do domu, jak zwykle nikogo nie było, a że miałam tylko 45 minut do 16:00 zachowałam się jak każdy kujon i odrobiłam lekcje...
*Informacja dla czytelników*
Przepraszam, że musieliście długo czekać na rozdział i za to że jest niskiej jakość. Jeden rozdział jest zbyt długi, więc został podzielony na 2 części, niedługo będzie ujawniona 2 część. Dziękuję za czytanie, xoxo

sobota, 24 sierpnia 2013

Hold on, babe! Hold on.

Wróciłam do domu od razu ruszając do pokoju. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w niebieski zeszyt, pobłyskujący gdzie nie gdzie brokatem. Na środku widniał czarny napis "Wrażanie swoich uczuć i myśli nie zawsze jest dobrze odbierane przez świat". Musiałam być mądrą dziewięciolatką, skoro rozumiałam takie słowa. Otworzyłam mój "pamiętnik", który wydobył z siebie piękną woń róż. Tak, nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Moje przemyślenia, piękne i okropne momenty oraz marzenia, niektóre siedmiolatki jeszcze nie umiały dobrze pisać, a ja miałam lepiej poukładane w głowie niż dzisiejsze nastolatki. Zawsze uważałam, że jestem trochę ponad normę moich rówieśników, ale nie że aż tak. W pamiętniku były opisane chwile, których nigdy bym nie chciała zapomnieć. Koniec mojej twórczości w niebieskim zeszycie powoli zbliżał się do końca. Ostatnia strona nie była już pisana przeze mnie, co pobudziło moją ciekawość i lekko zezłościło. Na stronie znajdowała się przyklejona koperta. Ostrożnie otworzyłam i wyjęłam karteczkę z niej.

Droga Laylo,
Nie wiedziałem, że w dzieciństwie aż tryskało od ciebie inteligencją. Jako głupek zawsze uważałem Cię za niedojdę, którą wszyscy się zachwycali, bo była młodsza. Teraz kiedy wszystko sobie przemyślałem po części żałuję tego i pragnę ciebie zobaczyć. To dziwne, że na początku Cię nienawidziłem, a teraz... sam nie wiem co czuję. Na pewno tęsknię za tobą. Jedyne co chcę Ci powiedzieć to to, że Cię przepraszam. Przepraszam za to, że nie dawałem Ci spokoju w dzieciństwie, że poniżałem Cię i traktowałem jak głupiego dzieciaka prawie Cię nie znając. Wiem, że teraz możesz czuć się trochę wściekła, bo przeczytałem twój pamiętnik, ale ja go nie uznam za głupotę i przyznam, że w tamtym czasie mogłem brać z Ciebie przykład. Może nigdy nie odczytasz tego listu i nie spotkasz mnie ponownie, ale ja nie tracę nadziei. 

Twój Austin.

P.S. Zajrzyj do środka koperty mam tam dla Ciebie niespodziankę o której, jak sądzę marzyłaś.

Odłożyłam list na biurko i nie tracąc czasu zajrzałam do koperty. Wyjęłam zdjęcie pięknej blondynki z podpisem w dolnym rogu "Dla ukochanej mojego Austina, Taylor Swift xoxo". Po przeczytaniu odłączyłam się od świata nic do mnie nie dochodziło byłam jak na haju. Położyłam delikatnie zdjęcie bojąc się go zniszczyć, nawet powietrzem. Stanęłam wyprostowana powoli oddychając, po chwili krzycząc i skacząc po całym pokoju. Wbiegł tata prawie wywarzając drzwi.
- Layla, co się stało?! Nic ci nie jest?! - ta ich nadopiekuńczość. Nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku oprócz śmiechu wskazałam na biurko. Wyobrażam sobie, że wyglądałam wtedy jakbym wyszła z psychiatryka. Tata ostrożnie podszedł do biurka widząc zdjęcie. Na szczęście przykrywało ono list. Zaśmiała się swym ochrypłym głosem. - Myślałem, że ci już przeszło z Taylor, bo jak będzie tak dalej to wylądujesz w psychiatryku.
- Tato, mi Taylor nigdy nie przejdzie, rozumiesz NIGDY? - podeszłam do niego patrząc mu prosto w oczy. Jeśli wcześniej wyglądałam, jak z psychiatryka to co dopiero teraz.
- Zaczynam się ciebie bać, Lay. Masz bardzo dziwny wzrok, na pewno nic ci nie jest? - dla żartu przyłożył dłoń do mojego czoła sprawdzając temperaturą. Odepchnęłam go, co nawet nie podziałało na jego umięśnioną posturę. Złapała mnie w talli i przerzucił sobie przez ramię, jak to robił kiedy byłam mała.
- Jesteś cięższa niż mi się wydawało. - zaśmiał się udając, że traci siły pod moim ciężarem. Uderzałam go pięściami w plecy.
- Tato, puść mnie!!! - ignorował moje rozkazy głośnym śmiechem. Zaczął iść do kuchni.
- Oddam cię mamie, bo jesteś niegrzeczna. - nadal dawał mi kazania jak małemu dziecku.
- Boże, Rayn zostaw ją. - nareszcie ktoś jest po mojej stronie.
- A proszę cię bardzo, może ty ujarzmisz tego psychola. - odstawił mnie na ziemię. Oddałam mu pięścią w pierś co nawet jak podejrzewam nie poczuł.
- Psychola? - mama po patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Dostała ataku po autografie Taylor. - zaśmiał się.
- Masz autograf Tay! Pokaż mi! - widać, że mam zwolennika.
- O nie, Isabella ty też! - po patrzył na nią z zirytowaniem.
- Ale patrzcie jaki podpis. - do kuchni weszła Christina ze zdjęciem w ręku.
- Oddawaj! - próbowałam zabrać autograf z jej ręki, lecz zdążył go oddać mamie. Blondynka przeczytała na głos treść oczywiście nie obyło się bez komentarza.
- Nie wiedziałam, Lay że Austin czuje do ciebie mięte przez rumianek. - co?! Jaka mięta przez rumianek?!
- Nie oddam cię mu! Będziesz zamknięta w wysokiej wierzy! - zażartował tata udając "króla".
- Już lepszy Austin niż ten cały David. - wtrąciła Chrisi. Po raz pierwszy w życiu widziałam w jej oczach troskę i to jeszcze skierowaną w moją osobę.
- Christina ma rację. - przyznała mama. Tata tylko przytaknął zgadzając się z nimi. Wywróciłam oczami na ich komentarze. Wyrwałam autograf z ręki mamy i poszłam do pokoju. Schowałam zdjęcie i list z zeszytem do szuflady i opadałam na łóżko. Pogrążyłam się w myślach. Co miał na myśli Austin? Sam nie wie co czuje? A co ma czuć? I czemu zostałam nazwana ukochaną Austina? Super, jeden dzień i już mam niesamowity mętlik w głowie. Jedyne co mogłam zrobić to trochę ochłonąć. Zbliżała się powoli 19.00, więc czemu nie wziąć prysznic, to jedyne mnie póki co zaspokoi. Wyjęłam bieliznę i piżamę i bez zastanowienia ruszyłam do łazienki. Kąpiel zajęła mi jakieś 30 minut, ale i tak to za bardzo nie pomogło. Opadłam na łóżko czując brak siły przez dzisiejsze wydarzenia. Już prawie zamykałam oczy, kiedy usłyszałam delikatne pukanie.
- Proszę. - powiedziała lekko zachrypniętym głosem. Do pokoju weszłam mama.
- Kochanie, nie chcesz zjeść kolacji? - usiadała na łóżku.
- Nie, nie jestem głodna.
- Na pewno? Nic się nie stało? - pogłaskała mnie kciukiem po skroni.
- Nie, po prostu jestem zmęczona i jutro muszę wcześnie wstać do szkoły. - posłałam jej łagodny uśmiech.
- Dobrze, ale jakbyś coś chciała pamiętaj możesz pójść do mnie, do taty, nawet do Christiny. - popatrzyła na mnie z troską.
- Okay.
- Dobranoc, kochanie. - pocałowała mnie w policzek.
- Dobranoc, mamo. - powiedziałam, kiedy już wyłączała światło. Zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy. Jedyne czego chciałam to spokoju, po prostu spokoju.

czwartek, 8 sierpnia 2013

I remember this old time

- Do zobaczenia w poniedziałek. - pożegnałam w drzwiach Gabriela. Wróciłam do pokoju po świeżą bielizną i ciuchy. Weszłam do łazienki zamykając się na klucz nie lubię jak ktoś wchodzi bez zapowiedzi podczas kiedy ja się myję. Wyskoczyłam z ubrań i od razu wskoczyłam pod chłodny strumień wody. Po szybki odświeżeniu się i ubraniu poszłam do pokoju wysuszyć lekko włosy. Mój wzrok nie mógł wytrzymać i spojrzał w stronę domu Austina. Przez jego okno było widać, że schyla się nad walizką i wyjmuje rzeczy. W końcu wrócił, odłożyłam suszarkę, nałożyłam i wyszłam z domu. Stanęłam przed drzwiami frontowymi i zapukałam dwa raz. Długo nie czekałam na odpowiedź, zaraz otworzyła je pani Mahone.
- Witaj, Layla. - uścisnęła mnie delikatnie. - Jak ty urosłaś, wyglądasz już jak panna. - uśmiechnęła się do mnie. Zarumieniłam się mówiąc ciche dziękuję. - Pewnie przyszłaś do Austina, jest u siebie w pokoju. - wskazała ręką na lekko uchylone drzwi. Podeszłam i delikatnie je odepchnęłam, jednak chłopak tego nie zauważył nadal pochylał się odwrócony do mnie tyłem. Co ja mam że jak do kogoś przychodzę to mnie nie widzą? Oparłam się o framugę w drzwiach krzyżując ręce na piersi.
- Masz dla mnie autograf od Taylor?

*Austin*

- Masz dla mnie autograf od Taylor? - usłyszałem za sobą czyjś głos, który u kogoś już słyszałem ale nie wiem kogo. Zmarszczyłem brwi myśląc, że mama wpuściła jakąś fankę do domu. Kiedy się odwróciłam znieruchomiałem. Widziałem przed sobą piękną brunetkę z niezwykłymi niebieskimi oczami uśmiechającą się do mnie swoimi malinowymi ustami.
- Co, nie poznajesz? To ja Layla. - kiedy usłyszałem jej imię nie mogłem uwierzyć, jak ona z dziewięciolatki zamieniła się w tak cudowną dziewczynę?! Nim się zorientowałem machała swoją niewielką ręką przed moimi oczami. Wiele to ona nie urosła, była ode mnie niższa o jakieś osiem centymetrów.
- Przepraszam, nie poznałem cię. - ocknąłem się. Posłała mi uśmiech i usiadła na moim łóżku.
- Nie wiesz jak śmiesznie wyglądałeś z opadniętą szczęką. - zaśmiała się. - Mogłam wziąć aparat i zrobić ci zdjęcie. - zaśmiałem się nerwowo. Głupi ja tylko się ośmieszam. Biłem się w głowie.
- Nie sądziłem, że wrócisz. - zmieniłem nie komfortowy dla mnie temat.
- Ale wróciłam. - wyszczerzyła się.
- Nie zajmujecie się już babcią?
- Babcia nie żyje. - zniknął już ten piękny uśmiech z jej twarzy. Mentalnie dałem sobie w policzek za to pytanie.
- Och, przepraszam. - posłałem jej przepraszające spojrzenie.
- Nic, się nie stało. Śmierć każdego czeka. - uśmiechnęła się lekko. Nie zmieniła się, jak zawsze ma swoje zbyt dojrzałe komentarze, które czasem trudno zrozumieć. - Nie wiedziałam, że pan Austin Mahone stanie się sławnym piosenkarzem. - zaśmiała się.
- Tak, ja też tak nie sądziłem. - uśmiechnąłem się przypominając sobie jak śpiewałem swój pierwszy cover. To była piosenka Jessiego McCartneya - Beautiful Soul, takiej dziewczynie mógłbym ją zaśpiewać.
- Kto wpadł na pomysł żeby wstawiać filmiki? - zza myśleń wyrwała mnie Layla.
- Tak, po prostu. Na początku normalnie wstawiałem filmik z Alexem, potem zacząłem śpiewać ludziom się to spodobało więc dodawałem więcej coverów. Czasem filmował mnie Alex albo mama i tak powoli zacząłem się stawać rozpoznawalny, gdy nagle chcieli ze mną podpisać umowę. - wzruszyłem ramionami.
- I jak to się stało, że nie słyszałam jeszcze żadnej twojej piosenki. - zaśmiała się.
- Może ci coś zaśpiewam. - zaproponowałem.
- Jasne, wszystkie fanki będą mi zazdrościć, że Austin Mahone śpiewa dla mnie specjalnie. - wywróciłem oczami na jej komentarz.

" I see you walk by, extra fly,
 Baby where you going can I roll?
Living beach life, feeling right,
You're the hottest everybody knows.

Burnin' up, burnin' up, show 'em what you got,
Yeah you got it baby
Let it show
Just turn it up, turn it up
Let me know what's up
Don't just stand there, girl, I gotta know

Say somethin', if you're feeling the vibe
Say somethin', baby don't be so shy
 Say somethin', cause you're all in my head like
Oh oh oh oh yeah yeah
Say somethin', cause you're driving me crazy
Say somethin', cause you're driving me wild
Say somethin', the way you're working it baby it
 Oh oh oh oh yeah yeah"


- Wow, Austin naprawdę masz niesamowity głos. - patrzyła na mnie jak zaczarowana. Zaśmiałem się na jej komentarz.
- I komu teraz opadła szczęka. - zaśmiałem się z widoku jaki miałem chwilę temu przed oczami. Brunetka się zarumieniła i spuściła wzrok. Wyglądała pięknie kiedy się rumieniła... Austin otrząśnij się.
- To była twoja piosenka?
- Tak, "Say Somethin". - przytaknąłem. Dziewczyna spojrzała na zegarek.
- Niestety muszę już iść. - zesmutniała.
- Hej, możesz tu jutro przyjść po szkole. - złapałem ją za ramię. - Zapomniał bym, zostawiłaś to kiedyś u mnie. - podałem jej niebieski zeszyt z mojej półki nocnej. Oczy dziewczyny pociemniały rzucając we mnie piorunami. - Przysięgam nie zaglądałem. - uniosłem ręce w znaku obronnym. Złość już znikła z jej twarzy.
- To do zobaczenia jutro. - uśmiechnęła się i wyszła.
- Pa, Layla. - powiedziałem kiedy już zamykała drzwi frontowe. Wróciłem do pokoju i opadłem na łóżko.
- Czy to był anioł? Czy ja jestem już w niebie? Bożę, dziękuję za tego anioła. - mówiłem sam do siebie.
Kiedy byliśmy dziećmi nie lubiliśmy się, ale dobrze pamiętam dzień w którym wyjechała. Od tamtego czasu tęskniłem za nią niezmiernie. Dniami i nocami czekałem na ganku przed domem czekając jak wyjdzie z samochodu i podejdzie do mnie. Zacząłem śpiewać, żeby o niej zapomnieć, ale każda piosenka przypominała ją. Nawet na trasie z Bridgit i Taylor nie mogłem o niej zapomnieć. Tay to zauważyła i była dla mnie wsparciem podczas trasy. Kiedy wracałem wspierał mnie Alex. Teraz ją spotkałem i jedyne o czym marzę to nadrobić każdą straconą sekundę na byciu z nią. Słyszeliście kiedykolwiek by nienawiść przerodziła się w miłość? Nie? To teraz właśnie słyszycie, mi samemu trudno w to uwierzyć. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek komórki. Na wyświetlaczu pojawiła się nazwa Taylor. Odebrałem z uśmiechem, ona to zawsze wyczuje dobry moment.
- Cześć Aus! - było słychać radość w jej głosie.
- Cześć Tay.
- Jak tam w domu?
- W porządku, a u ciebie?
- Nic się nie zmieniło, ale już nie mogę się doczekać kolejnej części trasy. - przerwała na chwilę. - Aaa... widziałeś się z tą dziewczyną?
- Tak. - uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Naprawdę? O boże, jaka ona jest? - było słychać podekscytowanie w jej głosie.
- Ona jest... niesamowita. - trudziłem się w dobraniu słów do opisania jej.
- Aaaaaa!!! - pisnęła blondynka. - Mój mały Ausi się zakochał! - pisnęła. Wywróciłem oczami. - Nie wywracaj na mnie oczami. - ostrzegła. Co? Jak... ona...? Ehh, nieważne. - Musisz mi ją koniecznie przyprowadzić, o wiem jak będzie trasa to weź ją ze sobą. Na mój koszt. - zapewne przyłożyła rękę do piersi pokazując że przysięga.
- Nie wiem, czy się zgodzi. - zmizerniała mi twarz.
- Jestem pewna, że przekonasz ją i jej rodziców. - pocieszyła mnie. - Dobra, Austin muszę kończyć papatki.
- Pa. - rozłączyła się. Zmęczony dzisiejszymi wydarzeniami położyłem się na łóżku i pogrążyłem we śnie.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Come back

Nareszcie w domu. Wszystko bez zmian. Pokój tak jak dawniej pomalowany na niebiesko, łóżko z białą ramą w rogu, biurko obok regału na książki i ona. Drabina na poddasze, w którym spędzałam każdą wolną chwilę. Zbliżyłam się do niej przyglądając się każdemu szczegółowi. Nie zmieniła się. Ostrożnie położyłam nogę na pierwszym szczeblu, by po chwili znaleźć się w niewielkim pomieszczeniu z małym okienkiem. Tu też się nic nie zmieniło. Beżowa kanapa obok drewnianej szafy z ubraniami na zimę. Gdzieniegdzie kusz i pajęczyna.
- Layla! Chodź po pudła! - usłyszałam głos mamy za drzwiami pokojowymi. Zbiegłam na dół i ruszyłam do salonu. Mama stała przy komodzie i wyjmowała drobiazgi układając na półkach, tata rozmawiał przez telefon, Christina zabierała swoje pudła. Podeszłam do pięciu pudeł z napisem "Layla". Podniosłam jedno prawie wywalając się na podłogę z powodu ciężaru.
- Ciota. - zaśmiała się blondynka. Wystawiłam jej język i zaniosłam pudło do pokoju. Po przeniesieniu wszystkich pudeł byłam już spocona, a jest dopiero 1.00 p.m. Co prawda tu jest o wiele cieplej niż w Londynie. Układałam ciuchy po kolei, gdy mama weszła bez zapowiedzi do pokoju.
- Puka się. - nie odwróciłam wzroku od pudła przepełnionego ubraniami.
- Aha, czyli jak jest się już nastolatkiem to można pyskować do rodziców? - nabijała się z mojego zachowania. Wywróciłam oczami na jej komentarz.
- O co chodzi, mamusi? - spytałam się słodko do niej uśmiechając.
- Przestań, bo zaraz zwymiotuję z tej słodyczy. - włożyła wyzywając palec do buzi. Śmiałyśmy się z własnej głupoty. - Dobra, nie po to tu przyszłam. Skoro wróciliśmy do Teksasu to może masz ochotę odwiedzić Gabrielę? - spojrzała na mnie nie pewnie. Zaczęłam skakać i piszczeć.
- Naprawdę, mamo? Mogę? - podeszła do niej.
- Tak, ale jak wrócisz to kończysz rozpakowywać się. - uśmiechnęła się, zawsze musiała wrzucić swoje trzy grosze. Przytuliłam ją z całej siły. - Dobra, idź już, bo zaraz mnie udusisz. - udawała że traci powietrza. Uwolniłam ją i wybiegłam z domu. Dobrze pamiętałam gdzie moja przyjaciółka mieszka o ile się nie przeprowadziła. Przebiegłam dwie przecznice i stanęłam przed czerwonymi drzwiami frontowymi i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła mi pani Homles, prawie oczy wyleciały z jej orbit.
- Layla. - szepnęła, wyglądała jak by zobaczyła ducha.
- Tak, Layla. - uśmiechnęłam się do brunetki. Uścisnęła mnie mocno. Zawsze traktowała mnie jak swoją drugą córkę, może dlatego że się przyjaźniła z moim rodzicami.
- Gabi, jest u siebie w pokoju. - wpuściła mnie do środka. Drzwi do pokoju dziewczyny były otwarte, a sama brązowooka wpatrywała się ekran komputera. Podeszłam do niej na palcach i delikatnie zakryłam jej oczy. Momentalnie się odwróciła i znieruchomiała.
- Cześć, Gabi. - pomachałam jej przed twarzą. Czerwonowłosa zaczęła piszczeć, że sąsiedzi mogą nie długo zadzwonić po policję. Rzuciła się na mnie. Obie upadłyśmy na podłogę, a dziewczyna nie wypuszczała mnie uścisku.
- Nie wiesz ile na ciebie czekałam! Ile rzeczy mam ci do powiedzenia, do pokazania! Jak ja bardzo tęskniłam. - po jej policzku spływała pojedyncza łza.
- Oj, Gabi nie płacz proszę. - wytarłam jej łzę kciukiem.
- Boże, to naprawdę ty, czy to sen? - uśmiech nie znikał z jej twarzy.
- Tak, to prawdziwa ja. - zaśmiałam się. - Możesz sprawdzić. - wyciągnęłam przed nią rękę. Zaczęła jej dotykać, potem policzków, nosa, oczu i włosów.
- Och, to naprawdę ty! - uścisnęła mnie. - Bardzo się zmieniłaś jesteś taka... dojrzała i... kobieca. - patrzyła na mnie jak zaczarowana. Ja zaśmiała się z jej głupoty.
- Ale u ciebie w głowie nic się nie zmieniło. Nadal moja słodka, głupiutka Gabi. - puknęłam ją w głowę. - Też trzeba przyznać, że się zmieniłaś. Nie wyglądasz już jak ta słodka, piegowata dziewięciolatka z brązowymi włoskami, teraz jesteś kobietą z czerwonymi włosami, ale nadal masz ten słodki uśmiech. - uszczypnęłam ją w policzek.
- Musisz u mnie nocować, jak za dawnych czasów. - złapał mnie za ręce.
- Chciałabym, ale nie mogę muszę się jeszcze rozpakować. - spojrzałam na nią przepraszająco. Jednak uśmiech nadal nie znikał z jej twarzy.
- To ja u ciebie przenocuję. - pobiegła do szafy i wyjęła torbę.
- A co na to twoja mama? - spytałam, dobrze pamiętając że jej mama nie jest taka ustępliwa.
- Na pewno się zgodzi, przecież nie widziałyśmy się od siedmiu lat. - pakowała piżamę, świeżą bieliznę i ciuchy na jutro.
- Dobra, to chodźmy. - podałam jej rękę. Złapał i pociągnęła mnie w stronę salonu gdzie znajdowała się jej mama.
- Mamo, mogęnocowaćulayly, proszę. - spojrzała na nią błagalnie.
- Nie wiem, Gabi. Layla dopiero co przyjechała musi się jeszcze rozpakować...
- Proszę, proszę, proszę! - zaczęła błagać z miną smutnego szczeniaczka.
- Dobrze, ale masz nie sprawiać kłopotu i powiedzieć Isabelli by do mnie zadzwoniła. - westchnęła.
- Dziękuję. - uścisnęła ją i pociągnęła mnie do wyjścia.
- Do widzenia, pani Homles. - krzyknęła zanim zostałam wyciągnięta. Usłyszałam ciche do widzenia po zamknięciu drzwi. Całą drogę dziewczyna biegła jak wariat, ja nie mogłam za nią nadążyć.
- Dzień dobry, ciociu. - gdy weszłam Gabi tuliła się do mojej mamy. Zdyszana oparłam się ręką o framugę w drzwiach próbując złapać powietrze. - Mogę dzisiaj nocować u Layly? - popatrzyła na nią błagalnie.
- Gabi, przecież wiesz że u nas jesteś zawsze mile widziana. - mama uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Dziękuję, a tak mama prosiła by ciocia do niej zadzwoniła. - wyciągnęła mnie z framugi i zaprowadziła do pokoju. Rzuciłam się na łóżko, a zaraz potem torba brązowookiej znalazła się na moich plecach.
- Opowiadaj jak było w Londynie. - usiadła po turecku obok łóżka. Mówiłam że zajmowałam się babcią, poznałam dwie dziewczyny które by na pewno polubiła i że mam chłopaka.
- Co?! Czy panna Layla Vega ma prawdziwego z krwi i kości chłopaka?! - ona zawsze musi wyolbrzymiać.
- Tak, Davida. - pokazałam jej zdjęcie jego, które trzymam w portfelu.
- Aw, jak słodko trzymacie swoje zdjęcia w portfelach. - zagruchała. - Ale jak wy będziecie razem skoro on mieszka na innym  kontynencie? - spytała trochę zakłopotana moją sytuacją.
- On jest już pełnoletni, więc będzie mógł tu przylatywać. Na razie mamy kontakt przez Skype i telefon. - uśmiechnęłam się mając nadzieję, że ten związek przetrwa.
- A co na to twoi rodzice? - zapytała jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.
- Cóż... mama go zbytnio nie lubi, uważa że z nim wiążą się kłopoty, a dla taty jest on obojętny.
- A...  Christina? - bała się poruszać tematu mojej siostry pamiętając moje relacje z nią, które... i tak się nie zmieniły.
- Po raz pierwszy ma takie samo zdanie jak mama i tylko pod tym względem się o mnie troszczy. - wzruszyłam ramionami, ten temat jest dla mnie obojętny.
- Czyli nic się nie zmieniło pomiędzy wami przez te siedem lat? - zapytała z nutką smutku. Tak to dziwne, ale Gabriela nigdy nie lubiła moich kłótni z siostrą. Christina była zawsze dla niej miła, ale mnie i tak traktowała jak wyrzutka.
- Nie, nic się nie zmieniło. - westchnęłam. - Dobra, teraz opowiedz co się tu działo? - buzia się jej nie zamykała. Mówiła jak bardzo za mną tęskniła, że do szkoły przyszła grupka pustych dziewczyn które niby rządzą tą szkołą. - Wróciłam ja to już nie będzie takiego rządzenia się. - zaśmiałam się. Dawniej byłam najbardziej lubianą dziewczyną w szkole, teraz nic mi nie przeszkodzi by odzyskać ten tytuł.
- To wszystko? Naprawdę nic się już nie działo? - spytałam zaszokowana taką małą ilością informacji.
- Yyy... pamiętasz Austina? - nerwowo podrapała się z karkiem.
- Tak, a co z nim? - zaciekawiłam się tematem o nim. Co prawda w dzieciństwie się nienawidziliśmy, ale jak dorastasz to dużo rzeczy się zmienia.
- On zaczął wstawiać filmiki na youtube jak śpiewa. Trzeba przyznać, że umie śpiewać. W tym wszystkim pomagał mu Alex. - popatrzyła na mnie czy pamiętam Alexa. Uśmiechnęłam się.
- Jakbym mogła zapomnieć Alexa? - bardzo dobrze pamiętam moją przyjaźń z Alexem, którą Austin chciał zawsze zakończyć.
- I potem Austin został "odkryty". Nagrał kilka piosenek, pracuje nad albumem, a aktualnie jest supportem na trasie Taylor Swift. - znieruchomiałam. Kto by pomyślał, że mój dawny wróg stanie się taką gwiazdą. Pryszczaty chłopak z aparatem i zawsze nie ułożonymi włosami, mój sąsiad będzie sławnym piosenkarzem. Przed oczami przeleciały mi tamte czas kiedy nasi rodzice się przyjaźnili przez co musiałam często do niego iść albo on do mnie. Nie pamiętam nawet dla czego się nienawidziliśmy.
- Halo ziemia do Layly. - czerwonowłosa pomachała ręką przed moją twarzą wyrywając mnie z zamyśleń.
- On nadal mieszka obok mnie? - otrząsnęłam się.
- Tak, ale dopiero jutro wraca z trasy. - przytaknęłam w zrozumieniu. Do pokoju weszłam mama.
- Z pięć minut obiad, więc przygotujcie stół. - poinformowała nas. Ruszyłyśmy w stronę jadalni z dużym drewnianym stołem. Rozłożyłyśmy talerze, sztućce, szklanki i picie. Po chwili wszyscy już siedzieliśmy przy stole jedząc spaghetti.
- Chce ktoś coś do picia? - wstała mama trzymając w ręku dzbanek z wodą. Wszyscy przytaknęli na co mama rozlała po szklance. - Chrisi, przynajmniej nie rób tego przy obiedzie. - upomniała ją mama. Blondynka przewróciła oczami i schowała telefon do kieszeni. Podczas obiadu rodzice wypytywali się co u Gabi i jej rodziców. Dziewczynie zawsze było przyjemnie rozmawiać z moimi rodzicami, co skończyło się na tym że moja mama zamierza iść jutro z panią Homles na zakupy. Moi rodzice zawsze pomagali Gabrieli i jej mamie z powodu straty ojca czerwonowłosej. Kiedy miała siedem lat jej tata miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu. Jej mama była załamana, a sama brązowooka za bardzo nie rozumiała co się dzieje była jeszcze za mała.
- Christina, ty ze mną sprzątasz po obiedzie, bo dziewczyny rozkładały. - nakazała. Dziewczyna jęknęła zirytowana i zaczęła sprzątać talerze. Wróciłyśmy do pokoju.
- Jak myślisz przyjść do niego jutro? - patrzyłam na okno z którego było widać jego dom.
- Jasne, przecież po tylu latach chyba nie jesteś na niego obrażona. - popatrzyła na mnie z nadzieją. W dzieciństwie uważała Austina za najładniejszego chłopaka w mieście.
- Nawet już nie pamiętam za co się na niego obrażałam. - zaśmiałam się.
- Kiedyś ubrudził twoją ulubioną sukienkę kredą, a ty wylałaś na jego głowę sok porzeczkowy. - zaczęła się śmiać. - Jacy wy wtedy byliście głupi. - nie mogła opanować śmiechu.
- Ej, byliśmy dziećmi. - uderzyłam ją w łokieć. Dziewczyna zwiła się z bólu. - Gabi co się stało? - przeraziłam się.
- Nic, chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję. - śmiała się, na co zaczęłam ją gilgotać. - Przestań! - broniła się. - Proszę Layla! - chichotała jak głupia. Przestałam, czerwonowłosa usiadła po turecku. - Gabi co się stało? - udawała moją miną. Wyciągnęłam ręce, żeby ją zaatakować, ale złapał je. - Dobra, spokój.
- Skoro masz już szesnaście lat to czemu się nie wzięłaś za Austina? Przecież zawsze ci się podobał? - zmieniłam temat. Dziewczyna odwróciła głowę w zakłopotaniu.
- To znaczy... - zaczęła. - On mi się podobał, ale teraz to tylko przyjaciel. Zresztą każda laska na niego w szkole leci. - wywróciła oczami na wszystkie dziewczyny w szkole. Resztę nocy spędziłyśmy na oglądaniu jakiś komedii romantycznych jedząc przy tym popcorn.